Start
Felieton Adamka
Monarchisty nad urną rozterki


Monarchisty nad urną rozterki |
29.05.2014. Radio Elka, Jarek Adamek | ||||||||
Dyżurny reporter: ![]() A przecież nie cierpię demokracji. W głębokim nieposzanowaniu mam fakt, że każdy ma tylko jeden głos. A jako że uważam się za inteligentniejszego i bardziej ogarniętego w polityce od wielu ludzi, z którymi się spotykam wkurza mnie, że wystarczy dwóch takich nieogarów, żeby ze mną wygrali. Z jednym zaś mam zaledwie remis, więc nic i tak nie zmienię. Do szewskiej pasji doprowadzają mnie wiszące rzędami podobizny kandydatów z jednakowym wyrazem twarzy - ni to uśmiechu, ni to troski o przyszłość Ojczyzny. Mógłbym się dalej znęcać, ale po co. Mamy demokrację i moje fochy tego nie zmienią. No więc nie lubię, nie wierzę, ale praktykuję. Więc poszedłem na wybory. Zagłosowałem na kogo zagłosowałem, nic wam do tego. Niech wam wystarczy, że nic mu to nie pomogło - nie dostanie 40 tysięcy miesięcznie i dożywotniej emerytury z Brukseli. Oczywiście mój głos się nie zmarnował i poszedł na jakąś tam listę, dzięki czemu 40 tysięcy i emeryturę dostanie ktoś zupełnie inny. Któremu, nawiasem mówiąc, nie pożyczyłbym pięciu złotych. To jest kolejny z powodów, dla których niekoniecznie lubię demokrację. Partie polityczne. Człowiek nawet kogoś lubi, ceni albo podziela poglądy. I głosuje. Po czym przez następne cztery lata się ciężko dziwi. Bo okazało się, że jego głos dał władzę komuś, kto robi rzeczy zupełnie inne niż te, o których mówił lubiany i ceniony kandydat. Ten zaś sam, zapytany o to, co się stało wzdycha ciężko, zmienia temat albo w najgorszym wypadku się obraża. Te brukselskie wybory nie są może najlepszym przykładem, bo i tak nie mamy pojęcia co ci wybrani w Brukseli robią (poza zarabianiem 40 tys. i wyrabianiem emerytury), ale już wybory krajowe pokazują nam to w pełni. Jest partia, która przed wyborami zapewnia, że obniży podatki i ukróci wydawanie publicznych pieniędzy. Lider pięć razy dziennie obiecuje to w telewizjach, a kandydaci - mili ludzie mniej więcej z sąsiedztwa - mówią to bijąc się w pierś „jakboniedydy”. I co? Nie ukrócono nic, a lider po paru latach przeprasza, że obiecywał. I co? I wygrywa kolejne wybory, bo znalazł sobie nową obietnicę. No dobra, europejskie za nami, krajowe za rok, tymczasem za pół roku samorządowe. Ciekawym bardzo, jak to będzie z nimi. Znów zacni ludzie, świetne programy i jeszcze lepsze obietnice. I znów pójdę do wyborów, mimo wszystko. Przede wszystkim dlatego, że można. To trochę jak z degustacjami w marketach - jak widzę jakąś, zawsze korzystam, choćbym i nie lubił tego, co tam dają. Za darmo, trzeba brać. A poważnie mówiąc, przy całym zdegustowaniu demokracją akurat ta w wydaniu samorządowym mnie najmniej drażni. Może dlatego, że i kandydaci, i liderzy są w sumie sąsiadami. I mam o wiele większą szansę, że prędzej czy później spotkam się z tym, co mi tam coś obiecał i go prosto w oczy spytam, co się do cholery dzieje z tą obietnicą. I będzie musiał mi to bardzo dokładnie wytłumaczyć, co w sumie będzie dość trudne z powodu dłoni zaciśniętych na jego gardle. A już zupełnie poważnie mówiąc - może i mój kandydat przepadł, ale parę powodów do radości w ten weekend było. Po pierwsze, przepadł z kretesem Ruch Palikota. Nie lubiłem, nie lubię i raczej nie polubię. Chociaż Marka Siwca akurat lubię, ale pasował tam jak wół do karety. Po drugie, przepadł Michał Kamiński w Lublinie. Człowiek z PO. Wcześniej człowiek z PiS. Jeszcze wcześniej człowiek z ZChN. Mandat odebrali mu Wielkopolanie, a personalnie Agnieszka Kozłowska-Rajewicz; nie przepadam za tą panią, ale za ten numer wielki buziak. Po trzecie wreszcie Real Madryt wygrał Ligę Mistrzów. Co mnie cieszy najbardziej. Na piłce się nie znam, ale w końcu to Real - czyli „Królewscy”.
|
reklama
Najnowsze ogłoszenia DOM.ELKA.PL![]()
|
reklama
reklama