Jedni wrócili, inni pojechali na Igrzyska OlimpijskieWymiana kibiców z Racotu |
| 13.02.2026. Radio Elka, Piotr Pewiński | ||||||||||||||
Dyżurny reporter: 667 70 70 60 Po ośmiu intensywnych dniach spędzonych we Włoszech na kibicowaniu sportowcom, ponad 40-osobowa grupa kibiców SKS Jantar Racot wróciła do domów. Z Mediolanu, gdzie mieli swoją bazę wyjechali około godziny 10.00 w czwartek, a pod szkołą w Racocie byli po godzinie 2.00 w nocy. Na miejscu czekały na nich stęsknione rodziny. Choć niektórzy byli nieco zaspani, to emocje związane ze sportem, ale też z powrotem nadal ich trzymały. Na miejscu było więc radośnie, wesoło i bardzo czule, bo nie brakowało uścisków zarówno powitalnych z rodzinami, jak i pożegnalnych z poznanymi podczas wspólnego kibicowania przyjaciółmi. Jak podkreślali praktycznie wszyscy, ten tydzień minął im błyskawicznie, a wspomnień ze spotkań ze sportowcami i widoku, jak Kacper Tomasiak zdobywa srebrny medal, nie zabierze im już nikt. Zosia Metzner na Igrzyskach Olimpijskich z Jantarem była już po raz drugi. - Było naprawdę super. Tyle, ile zobaczyliśmy, bo nie tylko kibicowaliśmy, ale też zwiedzaliśmy, było naprawdę niesamowite. Bardzo się cieszę, że mogłam brać udział w takim wydarzeniu - opowiada. Zosia była też, jako jedna z nielicznych, w wiosce olimpijskiej. - Bardzo mili ludzie, bardzo wielu wolontariuszy, wszyscy uśmiechnięci, mogliśmy porozmawiać ze sportowcami, przełamać bariery językowe, zdobyć autografy - mówi. Sporym przeżyciem było spotkanie z Klaudią Adamek, pierwszą Polską, która wystartowała zarówno na letnich, jak i zimowych igrzyskach. Po raz pierwszy na igrzyskach był za to jej brat, Antek. - Zobaczyliśmy skoki narciarskie i srebrny medal olimpijski, byliśmy na hokeju kobiet, skokach kobiet i zwiedzaliśmy. Emocje były ogromne - wymienia Antek. Ich mama, pani Anita, także zadowolona jest z wyjazdu dzieci. - Może trochę tęskniłam, ale ten czas szybko minął. Najważniejsze było to, że wierzyliśmy w całą ekipę, że będzie to przygoda ich życia. Nie wątpię, że te wspomnienia zostaną w nich na całe życie. Nie ukrywam, że jak dzieci wsiadły w autobus, to chwyciła mała zazdrość, bo też chętnie bym pojechała. Też kończyłam tę szkołę i też przeżyłam kilka wyjazdów i stanowią one pamiątkę na całe życie - opowiada. Teraz czeka ich w domu odpoczynek, choć Zosia zbytnio się nie wyśpi, bo w piątkowy wieczór czeka na nią kolejne, niezapomniane wydarzenie, a mianowicie studniówka. To nie koniec przygody kibiców z Racotu na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, bo w środę do Mediolanu pojechała kolejna grupa. Byli bardzo zmotywowani do kibicowania, bo tak jak ich poprzednicy, chcieliby być świadkami, jak któryś ze sportowców reprezentujących Polskę zdobywa olimpijski medal, najlepiej złoty. Wiedzą, że szanse są na to raczej niewielkie, ale wierzą, że ich wsparcie pomoże. Doświadczony w kibicowaniu jest już Jan Sankiewicz z Kościana. - Miałem już okazję być na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. To był niesamowity wyjazd, na pewno zapadnie mi w pamięć do końca życia - wspomina. - Ten wyjazd był nieplanowany, bo chodzę do ósmej klasy i rodzice nie chcieli mnie puścić, bo wkrótce egzamin ósmoklasisty, ale niedawno na koncercie spotkałem pana Wojtka Ziemniaka, który zaproponował miejsce. Wtedy rodzice się już musieli zgodzić - opowiada Jan. A na co liczy? - Na pewno na medal. Może w łyżwiarstwie, może w duetach skoków się uda? Na nie właśnie najbardziej chciałbym się wybrać, by zobaczyć jak skoki wyglądają "od środka" - mówi. Mama Jana, pani Katarzyna, po propozycji senatora wyboru już zbytnio nie miała i musiała zgodzić się na wyjazd syna. - Tym razem nerwów już nie ma. Ekipa jest doborowa, opiekunowie tak samo. Mam nadzieję, że będzie się świetnie bawił i wiem, że wyjazd zapadnie mu w pamięci, a to najważniejsze - podkreśla.
reklama
| ||||||||||||||
reklama
Najnowsze ogłoszenia DOM.ELKA.PL![]()
|
reklama
reklama















667 70 70 60









